Część 3
Zorientował się, co jest nie tak i zaklął. Słyszał policjantów za sobą, byli kilka metrów za nim. Ślepa uliczka, jak to ślepa uliczka, kończyła się murem wysokim na mniej więcej trzy metry. Jakieś kartony, kubły na śmieci, kontenery na papier, szkło, plastik… “Tak, to jest dobry pomysł” pomyślał tylko i wskoczył na pierwszy kubeł z brzegu, potem na kontener z plastikiem i na murek. Uderzył o niego całym ciałem i stracił dech w piersiach, ale utrzymał się. Usłyszał z tyłu jakieś krzyki, które tylko dodały mu energii.
- Stać policja!
Podciągnął się i przeskoczył na drugą stronę. Wylądował na metalowej klapie od dużego kontenera na śmieci. Zszedł z niego i odsapnął. Po drugiej stronie słyszał przekleństwa i krzyki policjantów do krótkofalówek. Odgarnął kilka kosmyków swoich rudych włosów z oczu i pobiegł dalej. Skręcał kilka razy, zawsze najpierw patrząc za róg, czy nie ma tam policjantów.
Gdy wychylał się po raz piąty lub szósty, miał pecha. Policjanci stali tam i patrzyli się w jego stronę. Odwrócił się i rzucił biegiem, po czym wskoczył do otwartych drzwi jednej z kamienic. Zatrzasnął je za sobą i stanął. “Gdzie teraz?”. Szybko zbiegł kilka schodów w dół, do piwnicy. Drzwi były zamknięte. Nacisnął klamke. Nic. Spróbował jeszcze raz, mocniej. To samo. Wziął głęboki wdech, zrobił kilka kroków w tył i ocenił stan drzwi. Długo nie myśląc rozpędził się ile mógł i przywalił barkiem w drzwi, których środek poleciał o środka, a Marek za nim. Wstał i pomasował bark. Długo się nie zastanawiając wbiegł w pierwszy korytarzyk, który zobaczył. “Co teraz?”. Okno. Sprawdził. Zamknięte. Sprawdził w korytarzyku obok. Zamknięte. W następnym też. Wrócił do pierwszego. Słyszał już krzyki policjantów z góry. Wyjrzał przez okienko. Pole widzenia było małe, ale ani policjantów ani zwykłcyh przechodni brak. Wyjął scyzoryk, otworzył największe ostrze i wsadził w szparę między framugą okna a oknem, w miejscu gdzie kiedyś była klamka. Przesunął kilka razy i trafił na zamek. Próbował go podwarzyć i po kilku próbach udało mu się. Otworzył okienko, wyrzucił plecak i wyszedł sam. Pusto. Sprawdził nazwę ulicy. Trafił dokładnie tam gdzie chciał. Szybko odnalazł klatkę, w której mieszka matka barmana. Drzwi były otwarte, wszedł do środka i wdrapał się na trzecie piętro. Zapukał do drzwi z numerem ósmym. Po chwili otworzyła mu starsza pani.
- Dzień dobry, ja przychodzę od pani syna… – Po czym wręczył jej kartkę, którą dał mu barman i na której było wyjaśnienie o co w tym wszystkim chodzi.
Starsza pani przeczytała kartkę dość szybko po czym powiedziała:
- Dobrze, wejdź. Chcesz może coś do jedzenia? Mam naleśniki z dżemem… – Przerwała, bo z wnętrza mieszkania przyszedł stary, czarny, a właściwie szary kot. – To jest Stanisław, lepiej go nie głaskaj, nie lubi obcych. – Po czym odwróciła się i rzuciła przez ramię. – Chodź, dam ci tych naleśników, bo wyglądasz na głodnego.
Chłopak posłuchał jej i poszedł za nią, kota omijając łukiem. Kuchnia była dość mała, czego można było się spodziewać po tak małym mieszkaniu. Urządzona w starym stylu. Szafki wzdłuż dwóch ścian, stół i drzwi w trzeciej ścianie, okno w czwartej. Żadnych bardziej nowoczesnych sprzętów. Starsza pani nałożyła mu dwa naleśniki i podała do stołu. On jadł, ona opowiadała różne historie, potem on też się przyłączył. Późnym wieczorem pozmywał wszystkie naczynia, a pani Halina, bo tak się nazywała, przygotowała mu posłanie na kanapie. Był tak zmęczony, że zasnął zaraz po tym jak się położył.
***
Gdy rano się obudził, była już godzina dziewiąta. Wstał, przeczesał włosy ręką i poszedł do kuchni, gdzie starsza pani już szykowała śniadanie. Pomógł jej, zjadł i pozmywał wszystko.
- Marku, czy mógłbyś pójść do sklepu i kupić pół bochenka chleba, trochę sera i jakieś jarzyny? – Zapytała go gdy wycierał ręce.
- Ależ oczywiście, tylko musi mi pani powiedzieć, gdzie znajdę najbliższy sklep.
Staruszka szybko wytłumaczyła mu gdzie jest spożywczy i po chwili chłopak już szedł wolno w jego stronę z materiałową torbą w ręcę. Sklep był niewielki, jednak samoobsługowy. Chłopak wziął szybko to, o co poprosiła go starsza pani i jeszcze dla siebie najtańszą czekoladę oraz wodę mineralną, też najtańszą. Wrócił do mieszkania pani Haliny i dał je zakupy.
- Tutaj są rzeczy, o które pani prosiła.
- Ile zapłaciłeś?
- Nie ważne, niech to będzie zapłata za mój pobyt tutaj, a teraz już będę szedł, bo moja dziewczyna już chyba wróciła. Dziękuję za gościnę. Do widzenia.
- Oj nie ma za co, to była dla mnie przyjemność pomóc komuś i poznać kogoś nowego. Do zobaczenia.
Marek wziął swój plecak i wyszedł. Na dworze było rześko. Chłopak wziął głęboki oddech i ruszył przed siebie. Po chwili był już na jakiejś bardziej uczęszczanej ulicy i zapytał się pierwszego lepszego przechodnia gdzie jest PKP. Po wysłuchaniu dość długiego wykładu jakiegoś pięćdziesięciolatka wiedział już, w którą stronę musi iść.
***
Jak się po godzinie okazało, był na drugim końcu miasta i zanim doszedł do PKP była już jedenasta z hakiem. Podszedł do okienka i zapytał:
- Dzień dobry, o której odjeżdża pociąg do Pszczyny?
- Dobry… – Odburknęła kasjerka, kobieta mocno po sześćdziesiątce. – Odjeżdża za kilka minut. Bilet kosztuje dziesięc złotych.
- To poproszę. – Powiedział z lekką niechęcią i podał kobiecie banknot dziesięciozłotowy.
Peron był dość zadbany, przynajmniej w porównaniu do tego wcześniejszego. Po chwili podjechał pociąg, który jednak niewiele różnił się wyglądem od tego, którym chłopak poróżował poprzednio. Szybko zajął miejsce i zaczął notować w dzienniku.
_____________
Godzina wysłania posta: ~2.10 (w nocy ofc xD), jest to też godzina ukończenia pisania.
Wiem, pożegnanie ze staruszką jest beznadziejne, ale ja jestem tak beznadziejny, że nie mam pomysłu jak to inaczej napisać. Jeśli ktoś takowy pomysł ma, MUSI napisać na gg: 8656771, na ten sam numer zgłaszamy błędy, krytyki, oceny, oczewiwania etc.